piątek, 28 grudnia 2007 23:38:53 Byłam Tobą. Miałam wszystko.
Dywan przeznaczenia już podemną leżał.
Brakować nie było czego.
To nadmiar zniszczył haniebny los naszej miłości.
Narzekać nie było na co.
Idealność koiła znikome niedoskonałości.
Tęsknić nie miałam kiedy.
Bo czasu po za nami nie było.
Czułości nie brakowało.
Uzależniał więć dawaliśmy więcej.
Łagodzić nie było czego.
Każde z nas cicho skromilo swe srogi.
Marzyć nie mieliśmy o czym.
Bo niby marzenia swe dopełnialiśmy sobą.
Istnieć nie miałam jak.
Bo tylko dla Ciebie istniałam na wieki.
Spełniać się, nie umiałam już nigdzie.
Bo spełniłam wszystkie Twe urojenia.
Kochałam całym sercem,
za mało...
Poświęciłam całą siebie,
na próżno...
Chcialam dać Ci jeszcze wiecej,
... nie wiedząc nawet czego.
Powiedzialam całą siebie,
... zraniłam za mocno?
piątek, 28 grudnia 2007 23:33:22 Kocham Cię jak wodę,
bez niej umarła bym z pragnienia...
Kocham Cię jak ogień,
bez niego zamarzłabym w przeszłości...
Kocham Cię jak ziemię,
dzięki niej moge iść wciąż przed siebie...
Kocham Cię jak wspomnienie,
bo zawsze łagodzisz me obawy...
Kocham Cię jak pierwszy wiosny kwiat,
przynosisz nadzieje, na lepsze jutro...
Kocham Cię tak poprostu.
Bo nie musze podawać przyczyny.
piątek, 28 grudnia 2007 23:30:35 Aniele! Gdzie jestes?
Bez Ciebie skrzydła me opadają bezboleśnie.
Bez Ciebie nie czuje aury karzącej mi iśc przed siebie.
Sama nie dam rady!
Czarna otchłań zabrała mi swój uśmiech.
Nie widzę Cię, bo diabeł zakrył me oczy.
Nie słyszę Cię, bo diabeł zakazał słuchać.
Nie czuje Cię nawet, bo diabeł przykrył me serce czarnym aksamitem.
Boje się!
Dlaczego nie odpowiadasz na me pytania?
Zawsze odpowiadałeś bez chwili wytchnienia...
Dokąd mam iść?Którędy zmierzać?
To ty mnie uczyłeś dążyć ku dobremu.
To ty siłą podnosiłeś mnie z brudu, w które tyle razy upadałam...
To ty me skrzydła wznosiłes kó górze,
bym nie przestawała wierzyć w siebie!
To ty kazałeś iśc za głosem serca,
gdy me suszy raniły krzyki inych.
To ty kazałeś cieszyć się chwilą,
bo mówiłeś, że drugiej takiej samej nie będzie.
Dlaczego wciąż milczysz?
Nie chce upadać!Nie sama...
Bez Ciebie, jak bez ręki...
Bez sprawności mej duszy do życia...
piątek, 28 grudnia 2007 23:27:07 Aniele! Gdzie jestes?
Bez Ciebie skrzydła me opadają bezboleśnie.
Bez Ciebie nie czuje aury karzącej mi iśc przed siebie.
Sama nie dam rady!
Czarna otchłań zabrała mi swój uśmiech.
Nie widzę Cię, bo diabeł zakrył me oczy.
Nie słyszę Cię, bo diabeł zakazał słuchać.
Nie czuje Cię nawet, bo diabeł przykrył me serce czarnym aksamitem.
Boje się!
Dlaczego nie odpowiadasz na me pytania?
Zawsze odpowiadałeś bez chwili wytchnienia...
Dokąd mam iść?Którędy zmierzać?
To ty mnie uczyłeś dążyć ku dobremu.
To ty siłą podnosiłeś mnie z brudu, w które tyle razy upadałam...
To ty me skrzydła wznosiłes kó górze,
bym nie przestawała wierzyć w siebie!
To ty kazałeś iśc za głosem serca,
gdy me suszy raniły krzyki inych.
To ty kazałeś cieszyć się chwilą,
bo mówiłeś, że drugiej takiej samej nie będzie.
Dlaczego wciąż milczysz?
Nie chce upadać!Nie sama...
Bez Ciebie, jak bez ręki...
Bez sprawności mej duszy do życia...
piątek, 28 grudnia 2007 23:22:13 Przyjaciel, - druga ja.
Mój cień kroczący nieśmiale za mna.
Gdy się potykam, potyka się razem ze mną.
Gdy upada, upada tuż przy mnie,
by nie było mi samotnie nawet na ślepej drodze życia.
Jest moją mapą,
pomaga wskazać dobrą drogę, gdy błądzę.
Jest mym aniołem stróżem,
bez względu na pore podtrzymuje me skrzydła wysoko.
Jest jak fala morza,
choć czasem odpływa, wiem ,że napewno wróci spowrotem.
Gdy nie może być ciałem,
jest calą duszą przy mnie.
Choć jej nie widze,
czuje, że trzyma mnie za ręke.
Nie pyta o porę dnia, godzinę,
bo to szczegóły...
Nie pyta o powód, przyczynę,
tylko pociesza...
Nie pyta jaką wybrałam drogę,bo wie,
że i tak ta droga dojdzie do niej.
Nie pyta o czas i miejsce,
bo czasem jestem ja,a miejscem ona.
Obie zawsze się odnajdziemy,
bez nas świat by nie istniał ...
środa, 26 grudnia 2007 22:29:48 Chodź tu do mnie...
Pokaże Ci miejsce, gdzie umrzesz z miłości.
Jej nadmiar doprowadzi Cię do szczytu rozkoszy.
Dam Ci to, o czym zawsze marzyłeś...
Przy mnie znów jak anioł się poczujesz.
Dostaniesz to, czego zawsze pragnąłeś,
dotyku mojej skóry, gdy drży z podniecenia.
Dam Ci każdy kęs mego życia,
mego ciałam,mej duszy i serce.
Staniemy się Twoją wymarzoną jednością.
Każda iskra w mym oku będzie Twoja,
każdy ruch bedzię wykonany w Twym kierunku.
Każdy oddech będzie odzewem na Twój oddech.
Każde mrugnięcie będzie błaganiem o więcej...
Pokaż, że cieszysz się widząc mnie taką,
oddaną całą Tobie, z miłością ku Tobie....
Nie pozwół byśmy przegapili tę chwilę,
gdy nasze serca wciąż krzyczą : "Więcej!"
Nie dajmy się zwieść zgubnemu losu,
obdarz mnie czułością jakiej jeszcze nie doznałąm.
Daj świadectwo uczuciu, które
drzemie w Tobie, od pamiętnych chwil.
Pokaż jak bardzo marzyłeś o tym,
bym to ja dziś trwała w tej chwili z Tobą.
Pocałuj mnie tak,
jakbyś to moich ust szukał całe życie.
Obejmij mnie tak,
bym nigdy już niechciała od Ciebie odejść!
Przywiąż mnie do swojej lini życia.
Wskaż drogę do Twego serca,
a nie pozwolę Ci odejść...
Pokoloruj mnie!
Na kolor zielony, by nadzieja mnie prowadzilą
przez życia nawiności.
Pokoloruj mnie!
Na kolor czerwony, by miłość mnie niosła,
aż po brzegi samotności.
Pokoloruj mnie!
Na kolor żółty, by promienie słońca,
wskazywały dobrą drogę.
Pokoloruj mnie!
Na kolor różowy, bym czasem patrzyła tylko na to,
co w życiu dobre.
Pokoloruj mnie!
Na kolor niebieski, bym wznosiła się,
ku niebiosom szczęścia!
Pokoloruj mnie!
Na kolor biały, bym z czystą duszą,
mogła spojrzeć w oczy Twe.
Pokoloruj mnie!
Na kolor czarny, bym mogła wraz z Tobą
cierpieć przez życia, jak skazany...
środa, 26 grudnia 2007 22:08:19 Wychodzę na przeciw Tobie,
naprzeciw złemu, ze łzami w oczach.
Poniekąt chcę walczyć, poniekąt wybaczyć.
Chcę twarzą w twarz stoczyć walkę z tym,
co w mgnieniu oka zniszczyło nas.
Widzę, chcesz się poddać, lęk silniejszy od bólu.
Czuję,że chcesz zniszczyć mur, który coraz to wyżej stawia się pomiędzy nas.
Pokaż, że potrafisz, pokaż nam, daj nadzieje!
Choć przez chwilę, chce poczuć jej naiwny smak...
Przegrywasz, pękasz, a wraz z nimi ściany tego domu.
Z promieni ciepła rodzinnego, którego już nie ma,
wychodzą gęste kłęby bólu i braku uczuć.
Uczuć, które kiedyś tworzyły z nas jedność, rodzine.
Teraz już nie ma nas...
Czarny anioł odebrał nam Ciebie...
.... wróć proszę...
tato.
środa, 26 grudnia 2007 22:03:46 Byłeś przy mnie dziś przez chwilę.
Znów mogłam zapomnieć o tym co złe, o Bożym świecie.
Ukryłeś mnie przed czarną otchłanią,
bym znów mogła cieszyć się radosnymi promieniami codziennego życia.
To ty nie pozwoliłeś mi odwracać się za siebie,
nie pozwoliłeś by smutki porwały mą duszę i rozdarły na strzępy.
W głębi serca otarłeś swym ciepłem me łzy,
ogarnąłeś mój lęk i niepokój jednym objęciem.
Odstraszyłeś złe demony mego losu,
z nadzieją, że iskry w mych oczach już ich więcej nie zobaczą.
Pokazałeś mi dziś,
że jeden Twój uśmiech potrafi zdziałać cuda.
Poprostu byłeś przy mnie choć przez chwilę...
środa, 26 grudnia 2007 21:57:55 Chcesz pogrązyć mnie w miłosci?
Pokaż, że warto trwać w chwili z Tobą...
Udowodnij, żeś wart mego spełnienia,
że słowa są karygodną wiarą,
a nie tylko opadającą co poranek rosą.
Nie zamykaj drogi do swego serca,
poniekąt krętej jak myśl w mej głowie.
Nie pozwól mi uciec w ciemną otchłań samotności...
Przeprowadź mnie przez rzekę wątpliwości,
a wtedy być może miłość w mym sercu ponownie zagości...
Chcę czuć, chcę marzyć, chcę wierzyć ze warto!
Chcę szaleć z pragnienia, chcę Ciebie więcej!
Narysuj swe serce na mej dłoni,
a światłość rozpromieni nasze serca,
być może na dłużej...
* * * *
Zraniona dusza czarnego anioła,
w blasku księżyca szuka swego losu.
Błądzi między gwiazdami, gubiąc pocieszenie,
czerpając z nocy każdy jego kąsek.
Ciemność przez cierpienie,
zgubny los, przez jego drogę.
Gwiazdą jest nadzieja,
...pocieszenia brak.
poniedziałek, 1 stycznia 2007 20:53:06 Piosenka zaczyna się słowami " jestem tak zmęczona... " , - u mnie jednak jest wręcz przeciwnie. Zmęczona, to może tym ochłonięciem związanym z pożegnaniem starego roku. Nienawidziłam go. W sumie niewiem od czego zacząc, chciałabym napisać wszystko to co mnie tak bardzo martwiło i gnębilo, przez cały poprzedni rok, lecz z drugiej strony cięzko jest opowiadać innym o tym, co tak bardzo boli i uciska w duszy na samą jego myśl. Inaczej się teraz o tym mówi, kiedy to wreszcie, miejmy na zawsze się skończyło .... skończyła się choroba mojego ojca. "choroba" - bo inaczej tego nie moge nazwać, nie potrafie nawet określić czy to choroba duszy, czy ciała... wiem jedno - bolała nie tylko jego ale i mnie ,a raczej nas.... mnie, mamę i siostrę. Nieważne.... nie jestem,aż tak na to gotowa bym mogła bez bicia opowiadać tu o tym co połowe mojego życia prześladowało, niniejszym mam nadzieje,że kiedyś ją wam caaałą opowiem... wiedzą o niej niektore osoby. Jedną z nich jest moj kochany braciszek, bez którego niewiem co bym zrobiła. Nasza przyjaźń strasznie sie umocniła przez miniony rok. W którymś momencie, kiedy już nie miałam wyjścia - bo sama nie dawałam już sobie z tym rady postanowiłam wyrzucić to wszystko z siebie, wyrzucić to wszystko jemu... chyba byłam mu to winna. Nawet nie zdajecie sobie sprawe ,jakie to było trudne, opowiadać o tych paru dobrych lat ukrywania moich smutków, nieuzasadnionych wybuchów płaczów... .
"Pamiętaj co naprawdę znaczy słowo 'wiara' : oznacza ono myśl obecną w Twoim duchu. Każda zaś myśl posiada twórczą moc samourzeczywistnienia"
J.Murphy "potęga podświadomości"
Jednak odważyłam się i pamiętam jak dziś ,że siedzieliśmy w Nescafe a ja opowiadając płakałam jednocześnie bawiąc się łyżeczką od gorącej czekolady... . Tomek dziękuje Ci już dzisiaj za wsparcie i ze zrozumiales to wszystko, choć wiem,ze zszokowało cię to na samym początku. Cóż można powiedzieć, że miesięczny pobyt mojego ojca w szpitalu zmienił me całe życie. Nie wiedzialam, że proces resocjalizacyjny, uleczający ludzką duszę, ludzkie cierpienie, chorobe jest tak trudny... szczególnie kiedy sie na to codziennie patrzy.... 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku... patrzysz i nie wiesz co masz robic - jak możesz pomóc.... - bo wiesz,że ty mu nie jesteś w stanie pomóc. Eh..... dziękuje też mojemu Bartkowi, bo on mi pomagał nieśc ten mój ciężar. Hm.... w 2oo6 roku, zdarzyło sie jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Jedną z nich było zrozumienie, ze pomaganie innym, bo tak bardzo chcesz pomagac komus kto cierpi, nie zawsze jest dobre... ,że czasem ta osoba może zranić cię bardziej niż zdajesz sobie z tego sprawę, olać i użyc jako "zabawki" . Cóż szkoda,że stało się tak jak się stało - ale nie moja wina, że ludzki egoizm czasem wygrywa i jest ważniejszy od prawdziwych uczuć człowieka i ich chęci... .
"Szlachetne myśli niech wejdą ci w nawyk - a zmienią się w szlachetne czyny"
J.Murphy "potęga podświadomości"
No dziś to dopiero można się przekonać na własne oczy, jak potrafi zmienić człowieka, nowa szkoła, towarzystwo .... i Bóg wie co jeszcze...
"Co jedenaście miesiecy ciało ludzkie odnawia swoją materią. Zorganizuj więc sobie ciało od nowa przez trwałą i pozytywną zmianę postawy"
J.Murphy "potęga podświadomości"
wtorek, 17 października 2006 22:53:04 Ktos ostatnio narzekał na brak wpisow.Hm, żal. Tak naprawdę chęci miałam mnóstwo ale czasu bylo nieporównywalnie mniej. Fakt faktem się stało, iż ostatnio tchnęło mnie na przeczytanie archiwum, archiwum miesięcy zeszłego roku.... pamiętny październik i listopad. Dwa najciemniejsze otchłanie w moim życiu, które sprawiły ,że stałam się oczyszczona dobrowolnie z jakichkolwiek oskarżen wobec siebie. Dziś wybrałam się z Malwinką do kina, i zdałam sobie sprawę z 2 rzeczy. Pierwsza to taka,że dawno, naprawde dawno nie byłam z jakąkolwiek kumpela,koleżanka, nie mówie juz o przyjaciołkach, gdziekolwiek, na jakimś babsik wypadzie. Wszystko kręci ostatnio się wokol spraw damsko-męskich i koniec. Wiec chce bardzo podziekować jej ze mnie zabrała ze sobą, fajnie było popłakać i pośmiać się bedąć daleko od miejsca przepełnionym pełnym goryczy. Druga sprawa, moja sprawa osobista to ... dojżałośc duchowa, pamiętam jak nigdy 02.04.2005 moje urodziny i śmierć człowieka ,ktory był moją ideą... Wtedy własnie zdałam sobie sprawe,że nawet i bez niego,bez przyjaciol dam sobie rade sama uporac sie tymi wszystkimi problemami mojej osoby. Do dziś wylewam łzy na każdym dokumencie wspominającym go. Jestem straasznie zmęczona, miejmy nadzieje, ze to nie jest to co zeszłym roku czyli... jesienna nostargia, szarośc, chłód grom przemyslen na ktore czasem brakowalo miejsca,tak juz bywa... przypomniała mi się notka z zeszłego roku, o bliskiej mi duszy, bratniej... nie chodzi mi teraz o miłosc, bo ją juz znalazłam, tylko o przyjaciela bliskiego memu sercu..... czy go rownież znalazłam........??????
środa, 4 października 2006 22:25:09 Najpierw budzisz się, czujesz się jak w raju.
Myslisz pieknie jest, lecz czy to jest to?
Czujesz smutek i niepewność, chcesz rozwiązać zagadkę dzisiejszego dnia.
Otwierasz oczy i spokojnie spoglądasz na otaczające cię cztery ściany.
Blask słońca, chłod porranej rosy. A za ścianą szum ciekawiejącego cię halasu. Burza trzasków i szarość dzisiejszego dnia. Zapach ni z tąd, ni z nikąd jest taki jak wczorajsza krzątanina.... więc po co zaczynać nowy dzień???....